Archiwum

W ubiegłym miesiącu mieliśmy zaszczyt gościć w naszej szkole panią Annę Mieszkowską, którą znamy przede wszystkim jako autorkę książki pt. „Matka dzieci holocaustu”.

Ale nie są to jedyne dzieła pisarki, bo spod jej pióra wyszły również takie książki jak „Ja, kabareciarz”, „Jestem Jarosy, zawsze ten sam”, czy „Była sobie piosenka”.

 

Niektórzy uczniowie naszej szkoły mogli uczestniczyć w spotkaniu z Panią Mieszkowską i zaspokoić swoją ciekawość zadając jej pytania. Pisarka podzieliła się z nami m.in. swoimi wspomnieniami ze spotkań z Ireną Sendlerową, opowiedziała nam, jak wyglądało pisanie książki o matce holocaustu i z jakimi trudnościami musiała się zmagać, zanim ją skończyła.

Zasypaliśmy naszego gościa pytaniami, lecz pomimo ilości Pani Anna zdołała odpowiedzieć na niemal wszystkie. A oto niektóre z nich:

Jak doszło do powstania książki o Irenie Sendlerowej?


Zaczęło się od przedsięwzięcia amerykańskich dziewcząt ze szkoły w Uniontown w Kansas, które napisały i wystawiły sztukę o pani Irenie pt. "Holocaust. Life In a Jar"; dziewczyny pisywały do niej listy, odwiedzały ja w Polsce i z biegiem czasu narodziła się między nimi bardzo silna więź. Ja sobie  wtedy pomyślałam, że to bardzo ciekawa historia, ale bardzo szybko puściłam to w niepamięć. Było to w 2001 roku. Dwa lata później dostałam propozycję napisania książki o Irenie Sendlerowej. Aby napisać biografię o matce dzieci holocaustu, postarałam się o spotkania z nią. Praca z Panią Ireną nie była łatwa, ponieważ była to osoba w podeszłym wieku, z wieloma chorobami i zawiłą przeszłością. Nasze rozmowy były oparte na kilku warunkach. Pani Sendlerowa nie życzyła sobie, bym ją  nagrywała ani zapisywała to, co od niej usłyszę, więc ukradkiem notowałam  sobie najważniejsze informacje na skrawkach kartek papieru, czy serwetce. Zaraz po powrocie do domu przepisywałam to, co udało mi się zanotować, zapamiętać. Pani Irena często uciekała od tematu, lubiła gawędzić np, o teatrze, kabarecie i wielu innych rzeczach.

Pomyślałam sobie, że nie mogę jej tak męczyć, ale materiały, które zebrałam, były bardzo niewielkie i nie wystarczały do napisania książki. Pewnego dnia udostępniła mi coś bardzo cennego – swój notes z zapiskami, wspomnieniami z tamtych lat. Irena Sendlerowa  poprosiła mnie jeszcze o jedno. A mianowicie nie chciała, by ta książka zaczynała się jak każda biografia, ale żeby na jej wstępie była historia o amerykańskich dziewczynach, gdyż bardzo zależało jej na tym, by ta historia trafiła do młodych ludzi.

Co urzekło Panią w Irenie Sendlerowej, że postanowiła Pani napisać o niej książkę?

Było mi dane napisać biografię o Pani Irenie. Ja się nie zajmuję pisaniem tego typu rzeczy, a specjalistów od holocaustu w Polsce jest teraz bardzo dużo. I naszła mnie pewna myśl; skoro tylu dziennikarzy i historyków ją odwiedzało i nikt nie wpadł na pomysł, by opisać jej historię, a poproszono o to właśnie mnie, to musi być przeznaczenie. Więc stało się tak, że wyszłam naprzeciw temu przeznaczeniu i napisałam o losach tej niezwykle ciekawej i szlachetnej kobiecie.

Czy myśli Pani, że w dzisiejszych czasach ludzie byliby skłonni do takich poświęceń?

I tak, i nie. W różnych czasach żyją różni ludzie. Są ludzie dobrzy i są ludzie źli. Pani Irena mówiła „ Nieważna jest rasa narodowość i religia, bo ludzie dzielą się na dobrych i złych”. Panią Irenę ukształtował jej dom rodzinny, postawa jej ojca – lekarza społecznika. Dzisiaj jest bardzo mało takich ludzi, jak jej ojciec, który ryzykował swoje życie, by ratować życie innych, bo leczył chorych na tyfus. Zaraził się tą chorobą i umarł. Dla niej był to autorytet, wzór do naśladowania w dorosłym życiu i nie wyobrażała sobie, żeby mogła przeżyć wojnę inaczej. Przez cały czas okupacji była aktywna. Udzielała się społecznie, zawsze służyła pomocą potrzebującym ludziom. Troska i poświęcenie, jakim wykazywała się pani Irena, była niesamowita, w dzisiejszych czasach trudno znaleźć taką osobę, która skłonna byłaby do poświęcenia swojego życia na rzecz innych ludzi, ale miejmy nadzieję, że wśród nas tacy ludzie jak ona istnieją.

Czy potrzebowała Pani kilkudniowych wakacji podczas pisania tej ksiązki?

Ja byłam tą książką zmęczona w momencie, kiedy oddałam ją do wydawnictwa i wiedziałam, że jakby moja rola się kończy. Potrzebowałam tych wakacji, kiedy książka wyszła - 30 czerwca - wtedy minęło 11 miesięcy od mojego poznania pani Ireny do wydania książki. Nad taką książką autor powinien pracować kilka lat, ale postawiono mi jeszcze jeden warunek – że muszę się śpieszyć z jej napisaniem ze względu na wiek i stan zdrowia pani Ireny. Już wiele lat opowiadam o Irenie Sendlerowej w Polsce i poza nią.

Kiedyś odwiedził ją niemiecki profesor i zapytał: „Czy ma Pani żal do narodu niemieckiego?” Ona odpowiedziała: „Nie, nie mam żalu, ale mam pamięć”. Ta pamięć w pani Irenie trwała do ostatnich dni, nie mogła zapomnieć krzywdy, jaką wyrządziło jej gestapo, oni bili ją w pięty – to jest bardzo dobrze pokazane w filmie. Kiedy miała około 30 lat, normalnie chodziła, ale gdy miała 90 lat – stawy puściły, miała bandażowane stopy jak baletnica, poruszała się na piętach. Tego nie było widać, kiedy siedziała, dopiero wtedy, kiedy wstała. Ja tylko myślałam, jak tam mała krucha kobieta w czasie czarnych lat okupacji sobie radziła, jaka była samodzielna. Do dzisiaj nie mogę wyjść z podziwu dla jej odwagi.

Czy rozmawiała Pani na inne tematy z Ireną Sendlerową, odbiegające od książki?

Oczywiście, że tak. Irena lubiła rozmawiać o wszystkim niemalże. Muszę powiedzieć, że ta dziewięćdziesięciokilkuletnia staruszka miała swoje zdanie na każdy temat i zawsze potrafiła bronić swoich racji – to było wręcz imponujące. Wiedziała, co to komputery, Internet, uwielbiała, kiedy odwiedzała ją młodzież, bo w niej widziała dobrą, lepszą przyszłość. Nie lubiła tylko rozmawiać o wojnie, dlatego że trwała w przekonaniu, iż nie będzie o tym rozmawiała z nikim, kto wojny nie przeżył i nie doświadczył tego, co wtedy miało miejsce.

 

Od Pani Anny Mieszkowskiej otrzymaliśmy porządną lekcję historii, a najważniejsze, co powinniśmy zapamiętać, to słowa pani Ireny skierowane do młodzieży : „Zmieniajcie świat na lepsze, ale zmiany zaczynajcie od siebie”.

Logowanie