Doradca zawodowy

O studiowaniu w Szkocji - wiadomości z pierwszej ręki

Poniżej najbardziej aktualne informacje od naszej absolwentki - Pauliny Tomanek z cyklu "Listy ze Szkocji".

Witam,

Tak jak obiecałam, piszę kolejny list o moich studiach w Szkocji. Otóż, właśnie skończyłam pierwszy rok (warto zauważyć, że o wiele wcześniej niż w Polsce i cała sesja już za mną) i uważam, że jest to ważny moment nie tylko dla mnie, ale i reszty moich znajomych z mojego rocznika. Myślę, że to idealny moment na ogólne podsumowanie, a jako że nie dostałam od Was żadnych konkretnych pytań, to postaram się odpowiedzieć na pytania, jakie najczęściej są mi zadawane.

No więc pierwszym i cieszącym się największą frekwencją pytaniem jest „Czy nie żałujesz?”. Prawdę mówiąc nic a nic. Decyzję podjęłam sama, z dużym wyprzedzeniem, co dało mi możliwość rozpatrzenia wszystkich „za” i „przeciw”, dzięki czemu wyjechałam w pełni świadoma konsekwencji, jakie mogą wystąpić i byłam przygotowana na nowe sytuacje. Nie mówię, że było łatwo, przyjechałam do Szkocji i wszystko na mnie czekało :D Wręcz odwrotnie, ale tak się składa, że w moim mieście studiuje bardzo dużo Polaków, którzy są bardzo otwarci i pomocni, bo każdy z nas przeżył tutaj ten pierwszy rok i wie, z czym on się wiąże.

Kolejne pytanie to, czy nie tęsknię. Myślę, że to jest bardzo subiektywne, bo każdy jest inny, ma różne relacje z rodziną, znajomymi itd. Ja, jak już wspomniałam, decyzję podjęłam wcześnie i wiedziałam, że chcę wyjechać, więc nie było to dla mnie takim problemem. Poza tym, jest tutaj tylu nowych ludzi, na początku trzeba wszystko załatwić, że zwyczajnie nie ma się czasu na tęsknotę :D Ale też nie oszukujmy się i nie dramatyzujmy, bo żyjemy w XXI wieku. Mamy telefony komórkowe, skype itp. Skontaktowanie się z rodziną to kwestia dogadania się co do godziny, o której obie osoby mają być przy komputerze. Poza tym loty samolotowe nie należą już do rzeczy ekskluzywnych i bilety wcale nie są takie drogie. Sama ostatnio kupiłam bilet do Polski, który był tańszy niż podróż do domu mojej koleżanki z Anglii. Nie jest to już epoka, kiedy listy szły tygodniami, statkiem płynęło się długo itd.

Następna rzeczą są finanse. No cóż, tutaj zburzę bajkę niektórych o tym, jak to jest przyjechać do UK i dostać pracę w pierwszym miejscu, do jakiego się wejdzie. Niestety, nie jest tak. Mi osobiście dosyć długo zajęło szukanie pracy, ale myślę, że jak ktoś bardzo chce, to da radę, nie wolno się tylko poddawać. Na początku żyje się skromnie, ale w Polsce też studenci kokosów nie mają :D

Teraz może powiem coś o sesji, którą mam za sobą (warto zauważyć, że w Polsce sesja dopiero się zacznie). No więc, do mojej sesji zaliczały się 3 egzaminy (dla porównania, znajomy, który studiuje w Poznaniu ma 7). Pierwszy z nich wyglądał „standardowo”, czyli 6 tematów z których 3 trzeba było wybrać i napisać eseje. Kolejny składał się z 3 części. Pierwsza z nich to były pytania, na które wymagane były krótkie odpowiedzi, definicje itp. Kolejna to były 3 tematy z 1 działu, na które mieliśmy napisać esej i ostatnia część podobna do drugiej, tyle tylko, że pytania z innego działu. Dodatkowo do sesji mogę zaliczyć raport, który nazywany był coursework, ponieważ oficjalnie nie był częścią sesji, ale z tego powodu, że egzaminu nie miałam z danego przedmiotu, a termin był dokładnie przed egzaminami, to ja go włączam do sesji. Czy było trudne? Trudno mi teraz ocenić, bo nie mam wyników, niemniej jednak wydaje mi się, że nie, ale nie chcę zapeszać, bo to się dopiero okaże.

Obecnie mogę się cieszyć wakacjami. Smile

Mam nadzieję, że te informacje okażą się przydatne i wystarczająco zaspokoją ciekawość i przybliżą studia za granicą (a przynajmniej w Szkocji). Podsumowując, jestem zadowolona z wyboru, a dodam, że moje rodzeństwo studiuje również za granicą i nie narzeka.

Pozdrawiam

P

Logowanie